Fragmenty z mojej kuchni.
Wprowadzając się do tego domu byliśmy beztroscy, twórczy i pełni zapału. Dom spadł nam z nieba, miał ściany, podłogi i dach. I to było wszystko. Wystarczyło. Przybyliśmy z łóżkiem, szafą i dwoma kotami. Oprócz tego byliśmy "bez grosza przy duszy" a jakoś trzeba było się urządzić, z tej mieszanki powstały pomysły, które służą nam do dziś, a mija sześć lat odkąd tu mieszkamy.
Nie chcieliśmy mieć zlewu, było nam szkoda miejsca na blacie, a poza tym taki zlew to nic pięknego. Zamiast zlewu mamy glinianą donicę ( pomysł męża mojego). Służy nam dzielnie, choć zmywanie w niej wymaga pewnej wprawy i umiejętności.

W tle mozaika z kwiatami, moimi rękoma wykonana, sama tłukłam i sama przyklejałam kafelki (oczywiście bez męża by się nie obyło-pokazał jak)

Ociekacz na sztućce to doniczka z Bolesławca, wcześniej za ociekacz służyło wiaderko z podziurkowanym dnem ale się wysłużyło więc zrobiłam podmiankę.

"Wieszak" na kubki zrobiliśmy ze skrzynki po winach. Tego wina nie dane nam było skosztować, skrzynka została wydobyta z okolicy przy śmietnikowej, za sklepem z winami. Długo się czaiłyśmy z koleżanką z pracy, żeby pozbierać dobra powystawiane pod tym śmietnikiem. Dzięki temu stałam się dumną posiadaczką kilku skrzynek po winie, które przerobiliśmy na szuflady kuchenne i ten oto wieszak kubkowy. W wersji początkowej było miejsce na sześć kubków, jak rodzina się powiększyła to i kubków przybyło, wedle potrzeb trzeba było wieszaczków dorobić.

Wieszaczki na kubki zrobione są z gałązek o odpowiednim kształcie i grubości.

Ciąg dalszy nastąpi wkrótce.
Pozdrawiam serdecznie.